Muzykanci z Bremy
- 6-8 min czytania
- 16 stron
Muzykanci z Bremy — baśń braci Grimm do czytania dzieciom. Osioł, pies, kot i kogut idą do Bremy, a po drodze znajdują dom, którego się nie spodziewali.

Pewien osioł nosił worki do młyna przez tyle lat, że sam już nie pamiętał ilu. Kiedy zaczął się garbić i wolniej chodzić, gospodarz przestał go karmić. Tego wieczoru osioł stał na młyńskim podwórzu między workami mąki i słuchał, co o nim mówiono przy studni.

Tej samej nocy wyszedł za bramę i ruszył drogą. Szedł sam, w ciemności, i sam ze sobą postanawiał na głos: — Pójdę do Bremy. Tam podobno przyjmują muzykantów. Głosu nie mam najgorszego, a bębenek zawsze się znajdzie.

Nie uszedł nawet mili, kiedy zobaczył na poboczu psa, który leżał i dyszał jak po biegu. — Co ci? — Zestarzałem się i nie umiem już gonić zająca — powiedział pies. — W domu nikt mnie nie potrzebuje. — To chodź ze mną — powiedział osioł. — Ja będę grał na lutni, ty na bębenku.

Kawałek dalej siedział na przydrożnym kamieniu kot z miną kwaśną jak ocet. — Zęby mi się stępiły i wolę leżeć przy piecu, niż łapać myszy — westchnął. — Gospodyni patrzy na mnie coraz gorzej. — W Bremie przyjmą — powiedział pies. — Chodź, będziesz śpiewał nocą, i tak to lubisz.

Pod wieczór minęli podwórko, na którego bramie stał kogut i piał tak, jakby chciał przekrzyczeć cały świat. — Czego się drzesz? — Bo jutro niedziela — powiedział kogut — a w niedzielę gotuje się u nas rosół. — To pilna sprawa — powiedział osioł. — Chodź z nami. Masz najlepszy głos z całej czwórki.

Szli teraz we czwórkę, jedno za drugim, leśną drogą w zachodzącym słońcu. Do Bremy było jednak dalej, niż im się zdawało: droga wciąż wiodła przez las i nie widać było ani miasta, ani dachu, ani nawet dymu.

Noc zastała ich pod wielkim dębem. Osioł i pies położyli się na mchu przy korzeniach, kot wlazł w gałęzie, a kogut wzbił się na sam wierzchołek, bo stamtąd widać najwięcej. I rzeczywiście zobaczył. — Światło! — zawołał w dół. — Niedaleko, między drzewami.

Zwierzęta ruszyły w tamtą stronę, bo pod dębem było zimno, a światło zwykle oznacza dom. Dom stał na polanie i był oświetlony jak na wesele. Podeszły pod ścianę i zajrzały przez okno wszystkie naraz: przy stole zastawionym tak, że aż uginały się deski, siedziało kilku zbójców. Jedli, pili i liczyli pieniądze, i było im wyraźnie bardzo dobrze.
…resztę przeczytasz w aplikacji Marytale.
Marytale to aplikacja z ilustrowanymi bajkami do czytania dziecku — obrazek na każdej stronie, bez reklam i bez internetu. Zakładka zostaje tam, gdzie dziecko zasnęło.

Zeskanuj telefonem, żeby pobrać Marytale




